Wyborcza: Kurdowie pomogli 15-letniej Szwedce wydostać się z Państwa Islamskiego. „Pojechałam tam, nie mając pojęcia czym jest PI”

– Mój chłopak zaczął oglądać nagrania Państwa Islamskiego, dużo o nich opowiadał. Ja nie wiedziałam nic ani o islamie, ani o Państwie Islamskim, więc nie miałam pojęcia, o czym mówi. Kiedy oznajmił, że chce pojechać do Państwa Islamskiego, zgodziłam się, bo nie wiedziałam, czym jest Państwo Islamskie – wyznaje 15-letnia Szwedka, której siły kurdyjskie pomogły wydostać się z Mosulu.

[logged_in]
Marlin Stivani Nivarlain już niedługo znów będzie w domu, w Szwecji. 15-latka spędziła ostatnie tygodnie, a może nawet miesiące, w Mosulu na północy Iraku, na terenach znajdujących się pod kontrolą Państwa Islamskiego. Siły kurdyjskie pomogły jej wydostać się z miasta. Dziewczyna przebywa obecnie w Erbil, stolicy irackiego Kurdystanu. W wywiadzie udzielonym portalowi Kurdistan24 opowiada o tym, jak znalazła się na terenach kalifatu, i opisuje, jak bardzo zaskoczyły ją tamtejsze realia.

– Mojego chłopaka poznałam w 2014 r. Po pewnym czasie zaczął oglądać nagrania Państwa Islamskiego, dużo o nich opowiadał. Ja nie wiedziałam nic ani o islamie, ani o Państwie Islamskim, więc nie miałam pojęcia, o czym mówi. Kiedy oznajmił, że chce pojechać do Państwa Islamskiego, zgodziłam się, bo nie wiedziałam, czym jest Państwo Islamskie – przyznaje nastolatka.

– Wyruszyliśmy 31 maja 2015 r. Wsiedliśmy do pociągu jadącego ze Szwecji do Danii, stamtąd do pociągu do Niemiec. Z Niemiec pojechaliśmy przez Słowację na Węgry, a następnie do Serbii. Stamtąd podjechaliśmy kawałek autostopem – zabrał nas jeden z kierowców jadący do Bułgarii. Tam wsiedliśmy do autobusu do Turcji, potem do autobusu jadącego do Gaziantep na południowym wschodzie kraju, a stamtąd przedostaliśmy się do Syrii. W Syrii ludzie z Państwa Islamskiego zorganizowali dla nas i innych kobiet oraz mężczyzn transport autobusem do Mosulu – opowiada Marlin.

Dziewczyna relacjonuje, że członkowie Państwa Islamskiego dali im dom, jednak nie taki, jak sobie wyobrażała. – W tym domu niczego nie mieliśmy – ani prądu, ani wody. Nic tam nie było. Nie miałam też żadnych pieniędzy. A w Szwecji mieliśmy wszystko – wspomina. I dodaje: – To było naprawdę ciężkie życie. Kiedy uzyskałam dostęp do telefonu, to zadzwoniłam do mamy i powiedziałam, że chcę wracać do domu. Mama zawiadomiła szwedzkie władze – mówi.

Następnie, szeroko uśmiechnięta, dziękuje władzom Erbil za to, że „wysyłają ją z powrotem do Szwecji, gdzie spotka się z rodziną i znów będzie miała szczęśliwe życie”.
[/logged_in]

Related posts

Leave a Comment