Kresy: Kurdowie – problem nie rozwiązany

Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Niedziela, 28 lutego 2016 o godz. 21:09:41

Kurdowie skutecznie lawirują pomiędzy stronami zaangażowanymi w syryjski konflikt. Obecnie cieszą się poparciem zarówno Moskwy, jak i Waszyngtonu.    Eskalacja konfliktu syryjskiego przypomniała światu o istnieniu wciąż nie rozwiązanego problemu kurdyjskiego, który znalazł się po raz kolejny w centrum wydarzeń. Problem ten przypomniał on, że samo rozbicie Państwa Islamskiego nie sprawi, że wojna w Syrii zostanie zakończona. Interesy państw uczestniczących w konflikcie i usiłujących dla siebie ugrać jak najwięcej, są ze sobą całkowicie sprzeczne. Co innego chce w niej osiągnąć Turcja, a co innego Kurdowie, których traktuje ona jako największych wrogów. A nie są oni jedynymi i kluczowymi graczami na tym terenie.

[logged_in]
Kurdowie w Syrii chcą uzyskać autonomię, która ma zwiększyć atuty tego narodu w zabiegach o powstanie ich niepodległego państwa. Niewątpliwie wzmogłoby to presję na Ankarę, by nadała ona autonomię Kurdom zamieszkującym turecki Kurdystan , którzy stanowią dwudziestoprocentowy odsetek ludności Turcji. Zamieszkują oni terytoria graniczące z Iranem, Irakiem i Syrią. W sumie żyje ich tam około 15 mln. Jest to więc społeczność, której nie można lekceważyć. W Syrii mieszka tylko około dwóch milionów Kurdów, a stanowią oni bardzo zwartą społeczność, dominującą w prowincji Al-Hasaka na północnym wschodzie, którą wzięła całkowicie pod swoją kontrolę. W Iraku Kurdów mieszka znacznie więcej, bo 3,5 mln,  stanowią oni 18,5 proc. obywateli tego kraju. Mimo, że dominują oni w trzech prowincjach Dahuk, Irbil i As- Sulajmanija, które tworzą Kurdyjski Region Autonomiczny, będący w zasadzie już samodzielnym państwem, to jednak nie budzą oni wielkiego niepokoju Ankary. Podobnie jak Kurdowie irańscy , stanowiący 8 proc. mieszkańców Islamskiej Republiki Iranu, a w liczbach bezwzględnych ich społeczność wynosi około 10 mln osób.

Syryjscy Kurdowie stanowią główne zaplecze dla Demokratycznej Partii Jedności i jej zbrojnych oddziałów, czyli Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG). Według tureckich władz bezpieczeństwa ugrupowanie to, dążące do budowy niepodległego państwa kurdyjskiego,  jest niczym innym jak mutacją Partii Pracujących Kurdystanu, uważanej przez  UE i USA za organizację terrorystyczną. Sami syryjscy Kurdowie temu zaprzeczają.

Nie ukrywają jednak, że ich doraźnym celem na drodze do zjednoczenia wszystkich Kurdów jest obecnie zjednoczenie wszystkich ziem leżących w Syrii. Chcą praktycznie zająć cały pas terytoriów wzdłuż granicy z Turcją. Ankara na ten postulat nie chce się zgodzić. Kurdyjski korytarz odciąłby ją od Syrii i doprowadził do unicestwienia pro tureckich rebeliantów, walczących z reżimem Asada.

Pożądany partner

Kurdowie prowadzą bardzo rozważną i rozsądną politykę, bazującą na starej zasadzie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta, zyskali uznanie ze strony zarówno Rosji, jak i Stanów Zjednoczonych. Stali się dla nich pożądanym partnerem w walce z Państwem Islamskim. Waszyngton zaczął wspierać Kurdów dostawami broni. W wyniku tego szybko stali się oni poważną siłą zwalczającą islamistów. Gdy na arenę konfliktu kurdyjskiego wkroczyła Rosja ze swoim lotnictwem, postanowiła użyć Kurdów dla swoich celów. Zapewniając im wsparcie z powietrza zachęciła ich do uderzenia na protureckich rebeliantów, dążących do obalenia Asada. Ich ofensywa skończył się niemal całkowitym sukcesem. Siły rebeliantów zostały rozbite. Droga do zjednoczenia ziem kurdyjskich na terytorium Syrii stoi otwarta.

Kurdowie nie zrobili tego za darmo. W zamian Moskwa zgodziła się na otwarcie w Rosji Przedstawicielstwa Syryjskiego Kurdystanu. Dzięki temu ruchowi Kremla syryjscy Kurdowie mają już za granicami dwa przedstawicielstwa. Pierwsze udało się im otworzyć na terytorium Irackiego Kurdystanu. Przedstawicielstwo w Rosji nie ma oczywiście statusu placówki dyplomatycznej. Zostało ono zarejestrowane jako społeczna organizacja. Na jego otwarciu byli jednak obecni przedstawiciele rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i liderzy partii politycznych. Rosyjscy dyplomaci zaczęli też podkreślać, że bez udziału Kurdów żadne rozwiązanie pokojowe w Syrii nie może realnie być osiągnięte.

Nie cofnął poparcia

Stany Zjednoczone w efekcie działania Kurdów znalazły się w trudnej sytuacji. Są bowiem sojusznikiem Turcji, która jest oczywiście członkiem NATO. Działania Kurdów mają zaś jawnie oblicze antytureckie i osłabiają pozycję Ankary w regionie. Na razie jednak Waszyngton nie cofnął poparcia dla Kurdów. Czyniąc to, straciłby lądowego sojusznika walczącego z Państwem Islamskim. Wielu obserwatorów jest zdania, że Waszyngton uważa, iż Rosja posługuje się Kurdami czysto instrumentalnie, by wziąć odwet na Turcji za zestrzelenie rosyjskiego samolotu i śmierć dwóch lotników. Jeżeli chce ona, jak deklaruje, zachować integralność terytorialną Syrii, to nie może bezwarunkowo popierać Kurdów. Dlatego też Rosja nie nadała przedstawicielstwu Kurdów statusu placówki dyplomatycznej.

Turcja oczywiście ostro zareagowała na działania Kurdów i zaczęła ostrzeliwać ich pozycje z artylerii. Ankara zaczęła też gromadzić wojska na granicy i mówić o konieczności zbrojnej interwencji w Syrii.

Waszyngton, reagując na tę sytuację, zaczął wzywać obie strony do umiaru. Zdaje sobie bowiem sprawę, że turecka ofensywa będzie oznaczać koniec kruchego rozejmu osiągniętego w Genewie miedzy Damaszkiem a opozycją w sprawie przerwania walk w Syrii.

Także Francja oficjalnie wezwała Turcję do zaprzestania atakowania terytoriów kontrolowanych przez Kurdów. Francuski MSZ powtórzył, że głównym celem walki w Syrii dla sił prozachodnich jest Państwo Islamskie.

Co zrobi Turcja, nie wiadomo. Większość obserwatorów jest zdania, że NATO nie pozwoli jej na otwartą interwencję. Dla Paktu Atlantyckiego stanowiłaby ona zbyt duże ryzyko. Konflikt mógłby przerodzić się w globalną konfrontację. Turcja prawdopodobnie będzie wysyłać tak, jak dotąd „ochotników” dla wspierania tureckich plemion, żyjących w północno- zachodniej Syrii.

Kurdowie nie wierzą w możliwość tureckiej inwazji. Wiedzą, że jeżeli Waszyngton zgodzi się na turecką ofensywę , to tym samy s traci ważnego sojusznika w walce z Państwem Islamskim. Jego pokonanie jest dla niego i sojuszników z NATO najważniejsze. Kurdowie walczą zaś o maksimum swobód dla siebie i będą to robić, bo nie mają wyjścia. Są bowiem wciąż narodem bez państwa, choć mieszkają na swej ziemi.

Marek A. Koprowski  

[/logged_in]

Related posts

Leave a Comment