GW: „Uwolnić Erdala”. Przyjechał do Polski na ślub kolegi. Trafił do aresztu za… terroryzm

Kamil Siałkowski 11.03.2016 05:00
Ja w Polsce w 2016 roku czuję się tak, jak ludzie się czuli w Oświęcimiu w czasie wojny. Ja od 40 dni jestem torturowany. To nie powinno mieć miejsca w XXI wieku – mówił Erdal Gökoğlu podczas rozprawy na początku marca. I pokazywał rysunek, na którym widać obozową bramę z napisem

[logged_in]
Onur Barak mieszka w Polsce od dekady. To on zaprosił Erdala do Polski na swój ślub. Poznali się parę lat temu. Bawili się razem na koncercie. Teraz Onur mocno angażuje się w sprawę, koordynuje pikiety, drukuje ulotki z historią Erdala. – miniatura
Pierwszej rozprawie w procesie ekstradycyjnym Erdala Gökoğlu przyglądali się jego tureccy znajomi z Polski, przyjechali też koledzy z Niemiec i Belgii. W rozległych ławach zasiadło w sumie kilkudziesięciu rodaków Erdala. Salą targały emocje. – miniatura
Zobacz zdjęcia (52)

Erdal Gökoglu walczył w Turcji o bezpłatne studia. Za to trafił do więzienia. Gdy wyszedł, od razu uciekł z ojczyzny. W Belgii uzyskał status uchodźcy i przez dekadę bez problemów podróżował po Europie. Aż w końcu przyjechał do Polski, gdzie… uznano go za terrorystę. W areszcie czeka na ekstradycję.
Środa 2 marca, kilka minut po trzeciej po południu. Erdal Gökoglu (rocznik 1972) w asyście pięciu policjantów wchodzi do „klatki” w sali rozpraw nr 207, największej w Sądzie Okręgowym w Gorzowie. Wita go burza braw. To jego tureccy znajomi z Polski, przyjechali też koledzy z Niemiec i Belgii. W rozległych ławach siedzi w sumie kilkudziesięciu rodaków Erdala.

Jeżdżą za nim na wszystkie rozprawy. Protestowali już przed Ministerstwem Sprawiedliwości. Byli też przed polską ambasadą w Brukseli, pikietowali przy ambasadzie w Berlinie i konsulatach generalnych w Kolonii i Hamburgu. Wożą ze sobą czerwone transparenty. Motyw przewodni: „Uwolnić Erdala Gökoglu”. Napisy są po polsku, angielsku, niemiecku. Żeby każdy zrozumiał.

fot. Onur Barak

Robią dużo hałasu. W sądzie, już po zakończeniu rozprawy, przez kilka minut wykrzykują hasła, które ich rodakowi mają dodać otuchy. Z demonicznym wzrokiem wygrażają palcem polskiej prokurator, która w imieniu Turcji składa wniosek o ekstradycję Gökoglu do ojczyzny, z której uciekł w 2001 roku.

W sądzie od rana wyjątkowe środki ostrożności. Są tam oficerowie operacyjni w cywilu oraz kilkudziesięciu policjantów z „konwojówki” i prewencji. Z kamiennymi twarzami przyglądają się głośnej gromadzie. Są wszędzie, przygotowani na wszystko. Stoją przed budynkiem sądu, w pobliżu okolicznych kamienic wzdłuż ul. Mieszka I. Gdy tylko zajdzie taka potrzeba są gotowi momentalnie zamknąć tą część miasta.

Dlaczego? Oto przed sądem w Gorzowie w procesie ekstradycyjnym staje terrorysta…

Proces Erdala Gökoglu. Emocje w gorzowskim sądzie

_

Areszt zamiast ślubu

Erdal jechał na ślub znajomego – Onura Baraka, który w Polsce mieszka już od dekady. Uroczystości we wrocławskim urzędzie stanu cywilnego miały się odbyć 6 lutego. Erdal nie dojechał.

Polsko-niemiecką granicę przekroczył 24 stycznia po godz. 14. Po kilku kilometrach, na krajowej „dwójce” niedaleko Świecka jego samochód został zatrzymany przez polsko-niemiecki patrol straży granicznej.

– To była rutynowa kontrola. Autem podróżowały dwie osoby – obywatel Niemiec i obywatel Turcji stale przebywający na terenie Belgii. Drugi z mężczyzn był w systemie jako osoba poszukiwana przez Interpol. Został umieszczony w izbie zatrzymań w Świecku – informuje major Irena Skuliniec z Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej.

Erdal Gökoglu nie ukrywa: – Gdybym wiedział, że zostanę zatrzymany w Polsce, to bym tutaj nie przyjechał. Nie wiedziałem, że szuka mnie Interpol.

Sprawy potoczyły się szybko. Dwa dni po zatrzymaniu został przesłuchany przez prokurator Mariolę Wojciechowską-Grześkowiak z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie. Kilka godzin po przesłuchaniu Sąd Okręgowy w Gorzowie zdecydował o 40-dniowym areszcie. Turcja złożyła bowiem zapowiedź wniosku ekstradycyjnego.

– Na wstępnym etapie rzeczywiście nie było wątpliwości, że mężczyzna powinien trafić do aresztu – przyznaje w rozmowie z „Wyborczą” Zbigniew Łagoda, adwokat reprezentujący Erdala Gökoglu. – Formalne podstawy były. A to działo się dosyć szybko, nie było jeszcze tych wszystkich dokumentów, o których dziś wiemy.

Była jedynie nota Interpolu, którą Turcy wystawili za Gökoglu. Wpisali tam, że ścigany mężczyzna „brał udział w zorganizowanej grupie mającej na celu popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym”.

Na początku sąd nie interesował się tym, jakie faktycznie zarzuty postawiono mężczyźnie w Turcji. Do aktu oskarżenia dotarł dopiero mecenas Łagoda.

Okazało się, że w sprawie oskarżone zostały 22 osoby, które „prowadziły propagandę w szkołach, a podczas spotkań wyjaśniały uczniom wiadomości prasowe” (treść zarzutu). Gökoglu – jak czytamy w akcie oskarżenia – konkretnie był odpowiedzialny za gazetę „Youth” (z ang. młodzież). Działał w DLMK, komitecie walki o demokratyczne szkoły.

– Oni walczyli o bezpłatne studia, o ułatwienie możliwości studiowania niezależnie od pochodzenia. Absolutnie ta działalność nie była związana z żadną przemocą i terroryzmem. Wiemy za to, że organizacja do której należał Erdal została w Turcji zdelegalizowana. Stąd pewnie ta konstatacja o organizacji terrorystycznej – mówi adwokat Zbigniew Łagoda.

fot. Daniel Adamski

Belgia broni Erdala

Gökoglu jest Kurdem, ma obywatelstwo tureckie, z pochodzenia jest alawitą. Wychowywał się w Anatolii. Studiował architekturę. Nie ukrywa, że w czasie studiów zaangażował się w politykę. I właśnie za to w 1993 roku trafił do więzienia. Osiem lat później został przedterminowo zwolniony ze względu na stan zdrowia. Dziś cierpi na Zespół Wernickego-Korsakowa, ma problemy z pamięcią.

– W więzieniu byłem bity. Torturowali mnie. Wpłynęło to na moją kondycję. To był dramatyczny czas. Pewnego dnia w zakładzie karnym doszło do zamieszek. Kilku więźniów zginęło. Ja przeżyłem, ale mam przestrzelone prawe udo – opowiada Erdal Gökoglu.

Do Belgii uciekł, by się leczyć. Nie pracował. Zamieszkał w Liege. W kwietniu 2002 roku złożył wniosek o azyl. Status uchodźcy w Belgii uzyskał jednak dopiero we wrześniu 2007 roku. – Wszystkie służby belgijskie sprawdzały go przez ponad pięć lat, weryfikowały wersję, którą przedstawił we wniosku. Zapewne był obserwowany. Nie mógł wyjeżdżać z Belgii. I po tym czasie został pozytywnie zweryfikowany – zaznacza adwokat Zbigniew Łagoda.

fot. Daniel Adamski

Turcy wydali nakaz aresztowania później – w 2009 roku. Przez ostatnie sześć lat Gökoglu swobodnie podróżował nie tylko po Belgii, bywał także w innych krajach europejskich – Francji, Austrii i Niemczech. W tym ostatnim kraju kilka miesięcy temu też został zatrzymany. Po paru godzinach weryfikacji dokumentów mógł jednak opuścić komisariat w Hamburgu. Do aresztu trafił dopiero, gdy przyjechał do Polski.

O tym, że ma w Belgii status uchodźcy, Gökoglu mówił już na pierwszym przesłuchaniu w prokuraturze. Potwierdzenie z Ambasady Królestwa Belgii w Polsce przyszło jednak, gdy mężczyzna siedział już w areszcie. Belgowie wnioskowali, by natychmiast wypuścić Gökoglu z aresztu, żeby mógł wrócić z powrotem do Belgii. Sąd nie przychylił się do tego wniosku.

– Belgowie wysłali stanowcze pismo w takich realiach, w obliczu ataków terrorystycznych w Paryżu, w które zamieszani byli ludzie mieszkający w Belgii. Jestem przekonany, że gdyby były jakiekolwiek wątpliwości co do Erdala Gökoglu, Belgia by tego nie napisała – uważa Łagoda.

Co ciekawe, w grudniu 2015 r. Turcja zwróciła się do Belgów z wnioskiem ekstradycyjnym o wydanie Gökoglu. Nie było żadnego procesu. Królestwo Belgii odmówiło. Teraz sugeruje, że Polska powinna zrobić to samo.

Ekstradycja

Przed Sądem Okręgowym w Gorzowie rozpoczął się proces ekstradycyjny. Decyzji jeszcze nie ma, ale może zapaść na początku kwietnia na kolejnym posiedzeniu sądu.

– Nie chcę, byście wydawali mnie Turcji. Nie macie takiego prawa. Gdy tam trafię, znów czekają mnie tortury, pewna śmierć – przekonywał sąd Gökoglu.

Prokurator Wojciechowska-Grześkowiak chce jednak, by wniosek Turcji sąd rozpatrzył pozytywnie. Turcy we wniosku ekstradycyjnym napisali bowiem, że Gökoglu należy do Rewolucyjnej Ludowo-Wyzwoleńczej Partii Front. To nielegalna organizacja o charakterze skrajnie lewicowym, odpowiedzialna za szereg zamachów terrorystycznych w Turcji. Prokuratura gorzowska wskazuje też, że sprawą ewentualnej przynależności 43-latka do tej organizacji zajmuje się obecnie również prokuratura w Hamburgu.

Gökoglu stanowczo zaprzecza, by do tej organizacji należał: – Nie byłem w żadnej z podobnych organizacji. Ja nic nie zrobiłem. Trzeba się spytać sądu w Turcji za co mnie skazano. Za wolność słowa.

Mężczyzna bardzo przeżywa pobyt w areszcie. Był w trzech zakładach karnych. Najbardziej narzeka na warunki w Goleniowie. Zabrano mu tam ubrania. Musiał chodzić w jednolitym, pomarańczowym uniformie („jak w Guantanamo”). Siedział w monitorowanej celi, nogi i ręce bez przerwy miał skute łańcuchami. Od momentu zatrzymania – z kilkudniową przerwą – prowadzi protest głodowy.

– Ja w Polsce w 2016 roku czuję się tak, jak ludzie się czuli w Oświęcimiu w czasie wojny. Ja od 40 dni jestem torturowany. To nie powinno mieć miejsca w XXI wieku – mówił Gökoglu podczas rozprawy.

To osobny wątek. Jak ustaliła „Wyborcza”, postępowanie w sprawie naruszenia czynności narządu ciała prowadzi obecnie gorzowska prokuratura.

Wiadomo, że Gökoglu co najmniej do 23 kwietnia pozostanie w areszcie. Sąd nie przystał na propozycję obrońcy, by Gökoglu wyszedł z aresztu za poręczeniem majątkowym w kwocie 50 tys. zł. Adwokat sugerował też, że ścigany mógłby zamieszkać we Wrocławiu u swego kolegi Onura Baraka. Sąd nie chciał o tym słyszeć.

– Sprawa nie jest zakończona. Do tego czasu mężczyzna musi pozostać w areszcie. Trzeba dokładnie sprawdzić wszystkie okoliczności [sąd wysłał kolejne pytania do Turcji i Belgii – red.]. Dopóki nie uzyskamy odpowiedzi, nie możemy stwierdzić przeszkody ekstradycyjnej – mówi sędzia Donata Gewert, przewodnicząca wydziału karnego w Sądzie Okręgowym w Gorzowie.

Zdaniem adwokata Zbigniewa Łagody przeszkoda ekstradycyjna istnieje. – Wydanie Erdala Gökoglu byłoby sprzeczne z polskim prawem. Zgodnie z art. 604 Kodeksu postępowania karnego zachodzi bowiem uzasadniona obawa, że w państwie żądającym wydania może dojść do naruszenia wolności i praw osoby wydanej. Nie zapominajmy, że Polska podpisała Europejską Konwencję Praw Człowieka. Tam też jasno podkreślono, że nie wydaje się człowieka wobec którego strona żądająca może stosować tortury. Co ważne, Gökoglu posiada status uchodźcy, co w myśl Konwencji Genewskiej uniemożliwia wydanie go do kraju, z którego uciekł – tłumaczy prawnik.

fot. Daniel Adamski

Prokurator Wojciechowska-Grześkowiak jest innego zdania: – Nadanie statusu uchodźcy nie ma tu znaczenia. To wyłącznie decyzja administracyjna państwa, które ją wydało. Sprawa została już przesądzona m.in. orzeczeniem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2010 roku. Art. 604 kpk uznaje za prawnie dopuszczalne wydanie cudzoziemca posiadającego status uchodźcy, nawet tego, który mieszka w Polsce.

„Powoli umiera”

Opinię w sprawie wydała już Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Eksperci podnoszą, że fakt posiadania statusu uchodźcy stanowi przeszkodę do wydania Erdala Gökoglu władzom tureckim. Zaznaczają również, że „szereg państw świata wykorzystuje Interpol przeciwko przeciwnikom politycznym, a także przeciwko uchodźcom”.

HFPC powołuje się na raport Amnesty International z lat 2014/2015, z którego wynika, że osoby oskarżone w Turcji o przestępstwa na tle terrorystycznym są wciąż zagrożone skazaniem na podstawie niewystarczających dowodów. W dokumencie jest także stwierdzenie, że „nieco zmniejszyła się liczba doniesień” o stosowaniu tortur w więzieniach w Turcji. Z kolei Departament Stanu USA (cytowany przez HFPC) zauważa, że tureckie więzienia nadal nie spełniają standardów międzynarodowych. W Turcji są dziś setki więźniów politycznych, w tym także dziennikarze, partyjni działacze i nauczyciele akademiccy.

Z danych tureckiego Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że tylko w oparciu o zarzuty terrorystyczne w połowie 2014 roku w aresztach śledczych przebywało blisko tysiąc osób, a w zakładach karnych – prawie 5 tys. osób

„W sprawie Erdala Gökoglu występują przeszkody ekstradycyjne, a to stanowi argument nawet do odstąpienia od stosowania aresztu” – czytamy w opinii Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

fot. Daniel Adamski

– Właśnie dlatego walczymy. Erdal powinien być wolny. Już teraz. On nawet nie powinien trafić do aresztu – mówi „Wyborczej” Onur Barak, który zaprosił Erdala do Polski. Poznali się parę lat temu. Bawili się razem na koncercie. Teraz Onur mocno angażuje się w sprawę, koordynuje pikiety. Był też w sądzie w Gorzowie podczas rozprawy w marcu. Wtedy rozmawialiśmy. – Erdal chciał wolnych studiów. Sprzeciwił się faszystom, którzy rządzili Turcją w latach dziewięćdziesiątych. Jeśli nie myślałeś tak jak oni, byłeś terrorystą. A dziś wygląda na to, że Turcja i Polska to przyjaciele. Nie mogę tego zrozumieć – mówił wyraźnie wzburzony Turek.

Po tygodniu wysłał mi smsa: „Erdal strasznie źle się czuje i powoli, powoli umiera”.
[/logged_in]

Related posts

Leave a Comment